Swann S. A. - Wilczy miot 01 - Wilczy miot(1), Książka

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
//-->S. A. SwannWilczy miotWolfbreedPrzełożyłMarek PawelecMojej żonie Michellewytrzymanie ze mnąi z tą książkąPODZIĘKOWANIATego typu książka wymaga mnóstwa badań i choć nie mogę podać każdego źródła,chciałbym wspomnieć o książce „Krucjaty północne" Erica Christiansena, stanowiącejprawdopodobnie najlepsze z dostępnych w języku angielskim źródeł dotyczących tegookresu. Chciałbym również wspomnieć stronę internetową The ORB: On-Line Referenceorb.net), która umożliwiła mi dotarcie do przetłumaczonych tekstów źródłowych, włącznie zzasadami i statutami zakonu krzyżackiego. Serwis Google Books stanowił dużą pomoc wwyszukiwaniu różnych niedostępnych już w sprzedaży źródeł z dziewiętnastego i początkudwudziestego wieku, włącznie z „The History of Prussia" (t. I i II) autorstwa kapitana W.J.Wyatta oraz „Die altpreußischen Personennamen" autorstwa Reinholda Trautmanna.Chciałbym również podziękować mojej grupie krytycznej, Cajun Sushi Hamsters, którejczłonkowie czytali części książki, zanim zyskała właściwe tło. Dziękuję mojej agentceEleanor za reprezentowanie i podsunięcie mi garści dobrych sugestii, oraz mojemu wydawcy,Anne, za kupienie tego i kolejną garść dobrych rad.Na końcu to, co najważniejsze - chciałbym wyrazić uznanie Lynn Okamoto, autorcemangi & anime „Elfen Lied", która stanowiła inspirację tej powieści.PRELUDIUMAnno Domini 1221W najciemniejszych lasach Burzenlandu, na południe od Karpat, rycerz Zakonu SzpitalaNajświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, brat Semyon von Kassel,pędził, jakby ścigał samego diabła.Kolczugę miał umazaną błotem, skórę pociemniałą od sadzy, twarz umazaną krwią.Krwawił z ust, gdy wciąż na nowo odmawiał Pater Noster. Pusta pochwa miecza obijała musię o biodro, a w dłoni zaciskał lśniący sztylet, zbyt bogato zdobiony jak na członka jegozakonu.Przepatrywał ciemny las szeroko otwartymi, lśniącymi oczami o kamiennym spojrzeniu.Trop, za którym podążał, wytyczały szerokie ślady na gliniastym dnie lasu. Miejscamidrzewa lub porzucony kawałek zbroi znaczyły podobne do smoły ślady krwi. Mijał hełmy,rękawice, buty swoich braci rycerzy - wszystko znaczone krwią i strzępami ciała czy kępamiwłosów.Od kiedy wypalił szacunek dla Boga w pogańskim kapłanie, który pozostawił po sobieten bogaty sztylet, natknął się na szczątki pół tuzina poległych braci. Modlił się, by ustapoddawanego straszliwej karze poganina mówiły wyłącznie prawdę.Tropiona przez niego bestia nie próbowała ukryć swoich śladów. Czemu miałaby torobić? Jaki głupiec odważyłby się wejść w te lasy jej śladem i zaatakować stworzenie, którepolowało na ludzi tak, jak oni polowali na króliki?Zabiła jedenastu rycerzy. Jedenastu ludzi uzbrojonych w miecze i łaskę Boga, jedenastu,którzy mogli być tuzinem, gdyby komtur nie odesłał Semyona, by samotnie medytował nadswoimi grzechami.Poległy komtur udzielił mu nagany za okazanie skłonności do okrucieństwa. Teraz bratSemyon wiedział, że kierowała nim ręka Boga, ponieważ dzięki medytacji nad swoimokrucieństwem uniknął okrutnego losu współbraci.Opuścił obóz wymordowanych rycerzy zakonnych i wytropił kapłana pogańskiej wiaryktóra skaziła tę okolicę. Kapłan zginął we własnym świętym ogniu, ale najpierw opowiedziałSemyonowi o bestii, która pokonała jego braci zakonnych.Krzyżak ponownie się pomodlił, by ostatnie słowa cierpiącego poganina były prawdą.Przeszedł nad powalonym drzewem. Zaczepiły o niego gałęzie szare niczym kości,zgrzytając po kolczudze i drapiąc odsłoniętą skórę. Za powalonym drzewem zobaczyłpolankę szeroką na pięćdziesiąt kroków.Z drugiej strony polanki, naprzeciw leżącego pnia, w podstawie sterczącego z dna lasuskalistego wzgórka otwierała się ciemna jama. Pod nią Semyon zobaczył na wpół zakopaną wstercie liści ludzką czaszkę.Ścisnął rękojeść sztyletu tak mocno, że rozbolały go knykcie.Przez polankę poniosło się potężne warczenie i w jednej chwili z drzew wokół zerwałysię wszystkie ptaki, uderzeniami tysięcy skrzydeł tłumiąc warkot bestii. Semyon zebrał się wsobie i wbił wzrok w otchłań tunelu. Zobaczył błysk pary oczu...Z jamy wystrzeliła koszmarna masa czarnego futra i mięśni. Potwór przypominał wilka,ale i człowieka. Jego przednie łapy kończyły się czymś w rodzaju zniekształconych dłoni iporuszał się prawie wyprostowany. Skoczył na rycerza z kłami wyszczerzonymi w pełnejśliny wilczej paszczy i prawie ludzkimi oczami przepełnionymi nienawiścią.Semyon poczuł, jak ręka Boga kieruje jego dłonią, gdy unosił w górę ceremonialnysztylet pogańskiego kapłana. Srebrna klinga zatopiła się w gardzieli stwora, a Semyonpociągnął nią w poprzek, rozrywając tchawicę, ścięgna i tętnice. Jego twarz i rękę zalałagorąca krew.Przez chwilę przyglądali się sobie: zakonny rycerz i demoniczny wilk. Semyon miałwrażenie, że w nazbyt ludzkich oczach potwora dostrzegł zaskoczenie. Stwór zadygotał,puszczając nową falę spienionej krwi z rozciętego gardła.Padł na bok, znieruchomiał.Brat Semyon von Kassel, ostatni ocalały ze swojego konwentu, przeżył ponownie. Teraznie wątpił w Bożą opatrzność.Nawet gdy usłyszał dochodzący z ciemnej dziury leża martwego stwora płacz ludzkiegoniemowlęcia. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • kfc.htw.pl